Trzy dni pokazały, co się dzieje w rozmowie. Te dwadzieścia są o tym, co z tym zrobić.
Cztery tygodnie po pięć dni, weekendy wolne. Kilkanaście minut czytania dziennie i jedno ćwiczenie do zrobienia w prawdziwym życiu.
Gwarancja 30 dni. Jeden mail i zwracam pieniądze.

Zwykle to wygląda tak.
Najpierw wraca jedna rozmowa sprzed lat i nagle widać w niej wszystko. Potem druga. Potem pada zdanie słyszane setki razy i pierwszy raz słychać, co ono naprawdę robi.
A zaraz za tym przychodzi pytanie, na które trzy dni nie odpowiadają.
Skoro już widać, to dlaczego dalej pada „dobrze”?
Po takiej rozmowie zostaje zawsze to samo. Poczucie krzywdy, upokorzenie i złość. Do tego wstyd, bo przecież to rodzina i przecież oni chcą dobrze.
Więc zostaje jedno wyjście: przejść nad tym do porządku dziennego.
Z różnym skutkiem.
Potem kolejna próba zmiany, znowu bez efektu. A pod tym wszystkim jedno zdanie, którego prawie nikt nie mówi na głos: za rok będzie dokładnie tak samo.
Trzy dni są o rozpoznawaniu. To jest pierwszy tydzień z czterech.
Nie robić z tego sprawy. Wraca po tygodniu, tylko cięższe.
Wybuchnąć. Po awanturze tematem przestaje być sprawa, a staje się awantura.
Zrobić się twardym. Postanowić, że to już nie rusza. Na zewnątrz spokój, w środku dokładnie to samo co wcześniej.
Wszystkie trzy mają jedną wspólną wadę. Żadna nie zmienia tego, co dzieje się w trakcie rozmowy. A tam rozstrzyga się wszystko.
Tamta historia z odmową, ta ze strony wyzwania, kończy się na jednym słowie: okej.
Tylko że to nie był koniec.
Powiem szczerze, co było u mnie najtrudniejsze. Nie postawienie granicy. Trudniejsze było to, co przyszło potem.
Kiedy pierwszy raz odmówiłem komuś z rodziny, spodziewałem się ulgi. A zamiast ulgi przyszła cisza w mojej własnej głowie, która nie dawała mi spokoju przez kilka dni. Może przesadziłem. Może jestem niewdzięczny. Może teraz ktoś myśli o mnie źle.
Nikt mi tego nie powiedział. Mówiłem to sobie sam, cudzym głosem, którego nawet nie zauważałem, że nie jest mój.
Dużo później zrozumiałem, co się wtedy stało. Przez lata nauczono mnie, że jak ktoś jest niezadowolony, to znaczy, że coś zrobiłem źle. Więc kiedy w końcu zrobiłem coś dla siebie, ta stara lekcja włączyła się sama i próbowała ściągnąć mnie z powrotem.
Dziś to widzę i dlatego przestało mnie to ruszać. Ale zajęło mi to o wiele za długo.
I to jest jedyny powód, dla którego w ogóle to zebrałem i zapisałem.
Cztery tygodnie po pięć dni. Weekendy wolne, i to jest celowe: sobota i niedziela służą do tego, żeby wiedza z tygodnia się ułożyła.
Jeden dzień to kilkanaście minut czytania i jedno ćwiczenie. Nie na kartce, tylko w prawdziwej rozmowie.
Nie ma tu wideo, webinarów ani terminów. Kurs idzie w twoim tempie, a nie ty w jego.
Ćwiczenie jest ważniejsze niż samo czytanie i tak jest to napisane.
Rozpoznawanie tego, co dzieje się w rozmowie, w trakcie, nie po fakcie. Cztery kroki tarczy, ciało, i twój własny system ostrzegania, który u większości ludzi jest ściszony do zera.
Ludzie nie manipulują tak samo. Czterech typów graczy, ich ulubione zagrywki i jeden dzień o najcięższej z nich: o tej, która gra nie o twoją decyzję, tylko o twoją pamięć.
Jak sprawdzić to, co czujesz, zamiast zgadywać. Plus dźwignie, które działają na wszystkich: dług, sympatia, autorytet i cisza używana jako narzędzie.
Granice, odmowa bez tłumaczenia się, i najcięższa artyleria: łzy, obrażanie się i ciche dni. Ten tydzień jest o tym, jak zostać przy swoim, kiedy druga strona podnosi cenę.
Pierwsze trzy dni pierwszego tygodnia już znasz. To były te za darmo.
Nie mam tu opinii klientów. Nie wstawię zmyślonych, a prawdziwych jeszcze nie mam, więc mówię o tym wprost.
Mam za to coś lepszego. Trzy dni już za Tobą, więc nie musisz mi wierzyć na słowo. Wiesz, jak to jest, kiedy sytuacja, która latami nie miała nazwy, nagle ją dostaje.
To był jeden tydzień z czterech. I jedno narzędzie z kilkunastu.
Dwadzieścia zdań do arsenału. Jedno na każdy dzień. Gotowe zdania na sytuacje, w których zwykle nic nie przychodzi do głowy, a właściwe słowa pojawiają się dopiero w drodze do domu.
Platforma kursowa. Odhaczanie dni, osobna strona z ćwiczeniem do każdego dnia i tygodniowy dziennik na obserwacje. Miejsce, w którym widać własny postęp, zamiast pliku, który ginie w folderze pobranych.
Bonus: Gdzie znika twoja uwaga. O dopaminie i o tym, co robią z nią aplikacje w telefonie. Ta sama gra o uwagę, tylko gracz nie siedzi przy stole.
Bonus: Ta sama gra, obcy gracz. Fałszywe SMS-y, podejrzane oferty, oszustwa w internecie. Te same mechanizmy z kursu, użyte przez kogoś, kogo nigdy nie zobaczysz.
Po lewej spis dni, po prawej dzisiejszy tekst. Nad tekstem nagranie, jeśli wolisz słuchać. Na dole ćwiczenie i jedno pole do odhaczenia, kiedy je zrobisz. Tyle. Nie ma tu nic do ustawiania ani niczego, co można zepsuć.
Platforma jest częścią wariantu ROZWÓJ i PEŁNY DOSTĘP. Działa w przeglądarce, na telefonie i na komputerze — niczego się nie instaluje.
Ten kurs pisałem trzy razy.
Pierwsza wersja obiecywała wszystko naraz: manipulację, mowę ciała, perswazję, wykrywanie kłamstwa, koncentrację. Wyglądała bogato i była do niczego, bo nie da się nauczyć siedmiu rzeczy jednocześnie.
Z każdą kolejną wersją wycinałem, zamiast dokładać.
Ta ma jeden temat i jedną obietnicę: obronę przed manipulacją ze strony bliskich. Nic więcej. Jest krótsza od pierwszej o osiem dni i to jest jej największa zaleta.
Dla kogoś, kto chce nauczyć się wpływać na ludzi. To jest tarcza, nie broń. Tu chodzi o to, żeby nie dać się prowadzić, a nie żeby zacząć prowadzić innych. Jeśli szukasz tego drugiego, to naprawdę zły adres.
Dla kogoś, kto szuka jednego zdania, które zamknie temat raz na zawsze. Takie zdanie nie istnieje. Tu jest dwadzieścia dni pracy i dwadzieścia ćwiczeń.
Dla kogoś, kto chce, żeby zmienił się ktoś inny. Ten kurs zmienia to, co robisz ty. Na drugą stronę nie ma wpływu i nie będę udawał, że ma.
Dla kogoś, kto jest w sytuacji, w której chodzi o bezpieczeństwo. Wtedy to nie jest zadanie dla kursu, tylko dla kogoś bliskiego albo dla terapeuty. Piszę to samo w środku programu.
Czy ten kurs Ci pomoże? Nie wiem.
I nie ufaj nikomu, kto na takie pytanie odpowiada bez wahania, bo obietnica cudu to pierwsza zagrywka, przed którą będę tu przestrzegał.
Wiem za to jedno. Cokolwiek z niego wyjdzie, będzie już twoje i nikt tego nie odbierze.
Gwarancja 30 dni. Jeśli kurs się nie spodoba, wystarczy napisać maila. Zwracam pieniądze. Bez formularzy i bez pytań.
Każda wersja zawiera cały kurs. Wszystkie dwadzieścia dni, wszystkie ćwiczenia, wszystkie zdania do arsenału. Wyżej nic nie znika, tylko się dokłada.
Co otrzymujesz w wariancie START:
– Cały kurs w PDF
– Dwadzieścia dni i dwadzieścia ćwiczeń
– Dwadzieścia zdań do arsenału
– Do czytania offline, w telefonie i do wydruku
Dla kogoś, kto woli pracować po swojemu i wracać do tekstu.
Co otrzymujesz w wariancie ROZWÓJ:
– Wszystko z wersji START
– Platforma kursowa: odhaczanie postępu
– Osobne strony ćwiczeń
– Tygodniowy dziennik
– Bonus: „Gdzie znika twoja uwaga”
– Bonus: „Ta sama gra, obcy gracz”
Ta wersja jest zaprojektowana tak, jak kurs ma działać naprawdę.
Co otrzymujesz w wariancie PEŁNY DOSTĘP:
– Wszystko z wersji ROZWÓJ
– Wersja audio każdego dnia
– Certyfikat ukończenia z twoim imieniem i nazwiskiem
Dla kogoś, kto chce mieć wszystko: tekst, nagrania i certyfikat.
Co otrzymujesz w wariancie MENTOR:
– Wszystko z wersji PEŁNY DOSTĘP
– Asystent, który zna cały kurs na pamięć
– 150 rozmów o twoich własnych sytuacjach
Dla kogoś, kto chce rozłożyć na części nie przykłady z kursu, tylko własne rozmowy.
Wszystkie wersje objęte gwarancją 30 dni.
Tamte trzy poranki już się wydarzyły.
Co dalej, to twoja decyzja. Tak jak każda inna od teraz.
Julian
Kilkanaście minut dziennie, pięć dni w tygodniu. Weekendy wolne. Jeśli któryś dzień wymaga więcej pracy, wraca się do niego spokojnie. Nie ma terminów ani wygasającego dostępu.
Bo czytanie nie wystarcza. Każdy dzień kończy się ćwiczeniem w prawdziwej rozmowie i to ćwiczenie jest ważniejsze niż tekst. Sam kurs też jest ułożony tak, żeby do niego wracać: dzień piętnasty odsyła do siódmego, szesnasty do ósmego. To nie jest bałagan, tylko decyzja. Wiedza, po którą trzeba sięgnąć samodzielnie, zostaje w głowie dłużej.
Nie i nigdy nie będzie. Tarcza, nie broń. To jest jedyna zasada, której w tej marce nie łamię.
Prawdopodobnie się nie zmieni i kurs tego nie obiecuje. Zmienia się to, co dzieje się z Tobą przy tym samym stole i przy tym samym zdaniu. To wystarczy, żeby zmieniło się wszystko inne.
Nie. Wszystko jest na konkretnych sytuacjach z domu, z pracy i z telefonu.
Jeśli pełny kurs to na teraz za dużo, jest mniejsza rzecz o jednym narzędziu: rozbieraniu zdań, po których zostaje ciężar. Trzy dni, piętnaście zdań rozłożonych do końca i sto kolejnych na liście. 39 zł.